poniedziałek, 23 lipca 2012

Słów kilka o "Morderstwie na mokradłach"- wywiad z Saszą Hady


Sasza Hady

  

 Ostatnio miałam wielką przyjemność rozmawiać z autorką  "Morderstwa na mokradłach" Saszą Hady.






1.  Zawsze zastanawiało mnie, w jaki sposób pisze się książkę. Czy siadasz za biurkiem i na całe dnie i noce znikasz w swoim pokoju? A może wychodzisz do parku albo kawiarenki? Czy napisanie książki to kwestia kilku dni, czy może powolna i mozolna praca rozłożona na miesiące i lata?
„Morderstwo na mokradłach” napisałam bardzo szybko – w dwa miesiące. Pracowałam bardzo intensywnie, najczęściej wieczorami i w weekendy. Na szczęście po drodze trafił mi się dwutygodniowy urlop świąteczny; byłam wtedy w Gruzji i mogłam całkowicie poświęcić się pisaniu.
Pracuję niczym rasowy dziewiętnastowieczny pisarz – zamykam się w pokoju, siadam za biurkiem i zapominam o Bożym świecie (np. o jedzeniu). W Tbilisi, kiedy miałam więcej czasu na pisanie, chciałam zabrać laptopa do jakiejś miłej kawiarni z widokiem na stare miasto, ale niestety nie byłam w stanie wytrzymać takiego stężenia dymu. Za to cały trzeci rozdział napisałam na lotnisku i to było całkiem ciekawe doświadczenie.  
2.  Jak czuje się autor po napisaniu książki? Kiedy przechodzisz koło księgarni i na półce widzisz swoją książkę?
Cały czas czuję się jeszcze nierealnie, jakbym miała się zaraz obudzić i przekonać, że to był tylko miły sen. Trudno mi uwierzyć, że mój „Alfred” fizycznie istnieje. Kiedy go widzę w księgarniach, mam wrażenie, że ktoś przez pomyłkę postawił obok książek lustro. O, to ja!;-)
3.  Twoją pierwszą książką jest powieść detektywistyczna. Co wpłynęło na wybór tego gatunku literackiego? I jakie powieści detektywistyczne najchętniej czytasz?
Było bardzo wiele powodów – jeden z nich jest taki, że po prostu lubię czytać kryminały.
Do moich ulubionych zaliczają się przede wszystkim klasyki: książki Agathy Christie, P.D. James, Joe Alexa, Rexa Stouta, Marthy Grimes. Bardzo lubię także kryminały „bardzo retro”: chińską serię Roberta van Gulika, cykl o Marku Dydiuszu Falkonie Lindsey Davis, książki Olivera Poetzscha. Nie przepadam szczególnie za kryminałami skandynawskimi, ale bardzo sobie cenię Kjella Olę Dahla, Thomasa Engera i Arnaldura Indriđasona. Staram się czytać dużo kryminałów polskich, bo pojawia się ich coraz więcej i naprawdę jest z czego wybierać – moje dwa ulubione odkrycia to „Kiedy Atena odwraca wzrok” Jakuba Szamałka i „Jak makiem zasiał” Anny Trojan.   
4.  Przejdźmy może teraz do samej powieści. Mając do dyspozycji tylko 3 przymiotniki, jak scharakteryzowałabyś swoją książkę?
Lubię takie rzeczowe pytania! Przewrotna, zaskakująca, zabawna.
5.  Akcja „Morderstwa na mokradłach” toczy się w Anglii. Dlaczego ten kraj? Co wpłynęło na wybór tego miejsca?
Nie jestem fanatyczną wielbicielką kultury brytyjskiej, chociaż parę rzeczy mnie łączy z Anglią, a zwłaszcza z Londynem: mam sentyment do pewnych miejsc, do których chciałabym często wracać, mieszka tam kilku moich przyjaciół i… kibicuję jednemu z londyńskich klubów piłkarskich.
Wybór miejsca akcji wiązał się przede wszystkim z odniesieniem do konkretnej tradycji gatunku.
6.  Przeważnie rozmawia się o głównym bohaterze, ale ja  chciałabym znać kilka szczegółów dotyczących głównej bohaterki. Jaka jest i czy istniał bądź istnieje jakiś pierwowzór tej damy?
W mojej książce jest kilka bohaterek i nie chciałabym psuć nikomu zabawy, zdradzając, która okaże się „najgłówniejsza”. Starałam się, żeby były to wyraziste, zróżnicowane postaci. Jedna z nich jest piękna, druga dobra, trzecia tajemnicza. Jedna skrywa żal, druga strach, a trzecia tęsknotę.
7.  Czy planujesz napisać kolejną część przygód Alfreda Bendelina? Kiedy moglibyśmy się jej spodziewać?
Druga część już powstaje, a to, czy będzie przeznaczona tylko dla kręgu moich przyjaciół, czy też dla szerokiego grona odbiorców, zależy od tego, czy czytelnikom spodoba się „Morderstwo na mokradłach”.

Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi :)
Dziękuję za miłą rozmowę. 

Alfred Bendelin, prywatny detektyw (dyskrecja gwarantowana)
Alfred Bendelin, najsłynniejszy prywatny detektyw Londynu, nie może narzekać na swój los: jest rozchwytywany zarówno przez majętnych klientów, jak i rozkochane w nim wielbicielki. Brawurowo rozwiązuje sprawę za sprawą, przyprawiając funkcjonariuszy Scotland Yardu o ból zębów i koszmary nocne. Słynie z niezawodnego lewego sierpowego, piekielnej inteligencji i zniewalającego uśmiechu. Jest tylko jeden problem: Alfred Bendelin nie istnieje.
W postać znanego z powieści kryminalnych detektywa wciela się niejaki Nicholas Jones – wbrew wszystkim swoim zasadom i zdrowemu rozsądkowi. Z dnia na dzień porzuca wygodne życie w wielkim mieście i wyrusza na prowincję, aby rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa. Tak – oczywiście wszystko to dla pewnych pięknych niebieskich oczu.
W otoczonej mokradłami osadzie Little Fenn zostaje znaleziona głowa znanego w okolicy domokrążcy. Wydaje się, że nikt z mieszkańców wioski nie miał motywu, by go zamordować, ale ich dziwne zachowanie zwraca uwagę samozwańczego detektywa. Wśród jesiennych mgieł spowijających torfowiska czai się zło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz