wtorek, 14 sierpnia 2012

Rodzinna historia

Lala to książka gadana, a zatem książka o wielu sprawach. O miłości w rozmaitych odmianach, chorobie i odchodzeniu. O wielkich wojnach i japońskim szpiegu, piorunie kulistym i krowie w sałatkach. O małym dworku i zagubionym pierścionku z szafirem. Lecz nade wszystko o bliskości- o tym, jak obce miejsca i osoby stają się nam bliskie dzięki opowieści.
     Już dawno nie czytałam takiej powieści, która składa się z licznych historyjek, anegdotek, dykteryjek i z tego kalejdoskopu ludzkich doświadczeń układa nam się doskonała całość ludzkiego życia. Ta całość nigdy nie jest bezbarwna, ale kolorowa, okraszona poczuciem humoru, szczyptą złośliwości, siłą woli i ludźmi, których spotykamy na drodze życia. Powieść Jacka Dehnela "Lala" jest poruszającą historią losów jego rodziny narysowaną na kanwie przemian dziejowych. Jest to opowieść o rodzinie, która przetrwała wszelkie zawieruch, stawiał czoła przeciwnością losu i zawsze była pełna miłości. 
     Główną bohaterką i sprawczynią wszystkiego jest postać babci Heleny zwanej Lalą. Taki przydomek przywarł do niej, gdyż była bardzo ładnym dzieckiem i przez 4 lata nie wołano na nią inaczej jak Lala. Jednak Lala to nie jest łagodna duszyczka ( raczej bardzo rogata), tylko kobieta pełna wigoru z bardzo ciętym językiem umiejąca poradzić sobie w każdej sytuacji, przetrwać wojnę, stalinizm i zaszczepić swoim wnukom miłość do literatury i sztuki. To ta kobieta- barwna postać, sama tworzy całą historię- to jej pamięć, jej opowiadania ożywiają dawno zmarłych, nadają im indywidualne cechy. Dzięki niej przeszłość jest oswojona, a jej umiejętności narracyjne są oszałamiające.
       Czytając 'Lale" ciągle gubiłam się w tych wszystkich koligacjach rodzinny, kto był czyim wujem, ciotką, babką, jest to jednak nieistotne- istotna jest narracja historia, która płynie- barwna, zabawna, porywająca. Historia rzeka, która wciąż ukazuje nam kolejne zdarzenia, kolejne sytuacje, niby w kolejności chronologicznej, ale wciąż pojawiają się jakieś dygresje, czas przeszły miesza się z teraźniejszym. Babcia z przeszłości - królowa życia z tą obecną tu i teraz - tą słabnącą kobietą, która potrzebuje pomocy, której pamięć odmawia posłuszeństwa.Czas jest relatywny, autor bawi się nim, przeszłość przenika teraźniejszością.
I tak całość się wypełnia. Właśnie się rodzę. I kończę książkę. Zresztą, jeśli mam być szczery, wszystko to się i tak działo naraz- i nawet teraz, kiedy już zamkniecie okładki, woźnica na Ukrainie odwraca głowę od wielkich renklod, które same pchają mu się w usta, i mówi: " Nie ja sadziłem, nie ja będę jadł"".  A słońce wschodzi na wschodzie, na zachodzie zachodząc.

       Książka liczy sobie 401 stron, które są przepełnione błyskotliwym językiem, okraszone delikatną ironią, czasami pobłażliwym uśmiechem, ale nieustannie z kart książki bije miłość jaką darzono babcię. "Lala " jest wspaniałym hołdem złożonym babci, która odeszła, a jednak wciąż jej pełno wśród przedmiotów, zapamiętanych opowieściach i wspomnieniach.
     Czytając "Lalę" uśmiech nie schodził z mojej twarzy, czasem był to głośny śmiech, czasem tylko melancholijna zaduma. Książka porusza wiele zagadnień, poczynając od spraw rodzinnych, kończąc na wojnie, eksterminacji Żydów, a wszystko jest opowiedziane w bardzo ciekawy sposób. Jednym słowem jest to historia pajęczyna, z której bardzo trudno się wydostać i która na długo zagości w pamięci czytelnika.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz