sobota, 4 sierpnia 2012

Tajemniczy depozyt

Wolne Miasto Gdańsk
      "Gdański depozyt" jest kolejną książką Piotra Schmandta, który tym razem zabiera nas do Wolnego Miasta Gdańsk. Czasy są niespokojne w powietrzu czuć już nadciągającą wojnę. A służby polskie i niemieckie bacznie obserwują swój każdy krok.  W takich okolicznościach pojawienie się tajemniczego listu, w którym nadawca zapewnia o wielkim skarbie jest wielce intrygujące i wywoła lawinę zaskakujących zdarzeń.
    Na okładce książki znajdujemy ciekawe zdanie mówiące wiele o tej pozycji "Pasjonujący kryminał w kolorze sepii, niekiedy z przewagą czerni." Jednego można być pewnym, książka faktycznie jest w kolorze sepii i nie chodzi tu o interesującą okładkę, ale o sposób przedstawienia miasta i bohaterów. Wolne Miasto Gdańsk przedstawione jest z wielką dokładnością i dbałością o szczegóły. Naprawdę można oddychać atmosferą tamtych czasów. Bohaterowie są ciekawie wykreowani poczynając od młodziutkiej i bardzo zalotnej maszynistki Stasi a kończąc na zasłużonym majorze Szalewskim. Każdy z nich zdaje się być wyjęty z dwudziestolecia międzywojennego, zarówno maniery, sposób mówienia, ubiór świadczą o ich pochodzeniu i pozycji społecznej. Podczas czytania książki zabrakło mi jednak wyrazistych postaci, które nadawałby tempa akcji i miały wiodącą role.Wszyscy bohaterowie są ogólnie scharakteryzowani, świetnie wkomponowujący się w tło historyczne, ale brakuje im "życia". 
    Książka podzielona jest na krótkie rozdziały, w których znajdujemy opisy dotyczące różnych bohaterów. Z jednej strony jest to ciekawy zabieg literacki, gdyż w tej samej chwili mamy wgląd w życie każdego bohatera, z drugiej zaś strony może być to trochę mylące i chaotyczne. Akcja toczy się dość wartko, każda z postaci ma w niej do odegrania swoją rolę. Intrygi, podstępy, a nawet morderstwa są nieuniknione, gdyż służby polskie i niemieckie chcą w takim samym stopniu przejąć skarb i okrzyknąć siebie właścicielem. Wielkie skarby mają to do siebie, że przyciągają wielu ludzi i w tym wypadku nie tylko dwa państwa są zainteresowane, w rozgrywce pojawia się ktoś trzeci, kto potrafi dość skutecznie przewidzieć ruch swoich rywali. 
      Zakończenie książki nie zaskoczyło i zostawiło mnie z pewnym niedosytem, bo wciąż zastanawiam się nad losem polskiej sekretarki Wandzi. Kobieta ta była ideałem pracownicy, bez żadnych wad, jednak miała pewną tajemnicę. Niestety nie wiadomo jak potoczyły się jej dalsze losy i czy jej sekret ujrzał światło dzienne.
      "Gdański depozyt" polecam wszystkim miłośnikom Gdańska i jego przeszłości, tym, którzy lubią pooddychać atmosferą dawnych dni.

Obrazki pobrane z grafiki Google.
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz